Kategorie: Wszystkie | dom | kuchnia | rękodziełko | słowo
RSS
czwartek, 11 kwietnia 2013

No i stało się! W nowym miejscu jeszcze się urządzam, ale już do niego zapraszam:

www.szescdni.blogspot.com

 

W Candy, do których się zapisałam wciąż biorę udział z tym adresem, żeby nie robić zamieszania. Banerki dodam też na nowym blogu :-)

środa, 10 kwietnia 2013

Ja już nie wytrzymam dłużej na tym bloksie okropnym :( Próbuję wprowadzić zmiany w wyglądzie, jakoś zindywidualizować swój blog - pojawiają się schody. Naprawdę chciałam tu zagrzać miejsce, ale na swoim blogu chcę czuć się dobrze, chcę móc uczynić go przestrzenią własną, przyjemną, taką, jaka mi się podoba - a nie mogę! Dobrze, że to właściwie dopiero początki mojej przygody z wyzwaniem sześciodniowym - mogę jeszcze bez wprowadzania zamętu zmienić co nieco. I zmienię. Podejrzewam, że jutro pojawi się tu adres nowego bloga na innej platformie.

Nulko, Babolku - moje jedyne, acz przesympatyczne komentatorki - dzięki ogromne za odkrycie mojego małego świata i spokojna głowa, już jutro zabiorę Was do nowego! :-) Buziaki i do zobaczenia :-)

piątek, 05 kwietnia 2013

Dawno nie piekłam ciast z prawdziwego zdarzenia, na pierwszy raz po długiej przerwie wybrałam sobie coś dość pracochłonnego i... wyszło! Przepis znalazłam w małym dodatku do Claudii sprzed kilku lub kilkunastu lat. Wydawało mi się, że na moją małą blachę ciasta wyjdzie za dużo i będę musiała piec dwa, więc postanowiłam wykorzystać po 70% wszystkich składników - niesłusznie, bo to jednak ciasto na małą blachę. Podaję więc w przepisie takie ilości, jak w oryginale.

 

 

 

Ciasto:

300 g mąki, 300 g cukru, 7 jajek, kostka margarynycukier wanilinowy, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 3 łyżki kakao, 3 łyżki mleka, słoik wiśni; Dodatkowo: tłuszcz do wysmarowania blachy, bułka tarta

 

 

Margarynę ucieramy z cukrem, cukrem wanilinowym i jajkami.

 

Uwaga! Utrzeć się tego właściwie nie da, bo przez to, że mamy całe jajka, a nie tylko żółtka, ciasto jest na tym etapie bardzo rzadkie. Miksowałam to na najwyższych obrotach chyba piętnaście minut i wciąż były grudki margaryny... Moja propozycja: utrzeć z margaryną i cukrami tylko żółtka, a białka ubić osobno na pianę i delikatnie dodać ją do reszty.

 

 

 

Utartą masę mieszamy z mąką i proszkiem do pieczenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzielimy ciasto na połowy. Do jednej dodajemy kakao i mleko. Mieszamy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bierzemy słoik pełen pysznych wisienek...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...i układamy owoce na blasze wcześniej wysmarowanej margaryną i obsypanej bułką tartą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zalewamy owoce najpierw jasnym, a potem ciemnym ciastem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wkładamy ciasto na 40 minut do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni Celsjusza.

 

A gdy ciasto się piecze, przygotowujemy...

Krem:

paczka budyniu waniliowego (ja użyłam śmietankowego), 1/2 litra mleka, 100 g masła, 2 łyżki cukru pudru

 

 

Budyń gotujemy według przepisu na opakowaniu.

Masło ucieramy z cukrem pudrem.

Gdy budyń wystygnie, łączymy go z utartym masłem.

Moja masa wyszła bardzo gęsta, dodałam więc do niej trochę mleka i zmiksowałam - może, aby tego uniknąć, warto od początku zrobić trochę rzadszy budyń?

 

 

 

 

 

Kolejna rzecz do zrobienia to...

Polewa:

tabliczka gorzkiej czekolady, 1/4 kostki masła


 

Czekoladę rozpuszczamy w gorącej kąpieli wodnej. Dodajemy masło, mieszamy.

Polewa wydała mi się - podobnie jak masa - zbyt gęsta. Dodałam więc kilka łyżek mleka, a potem jeszcze trochę cukru pudru, bo była gorzka.

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy upieczone ciasto wystygnie, smarujemy je masą z budyniu, a następnie polewą, po czym posypujemy cukrem pudrem.

 

Mniam!

środa, 03 kwietnia 2013

Pizza jest jednym z naszych dań. Mój Mężczyzna nauczył mnie ją robić. Nie lubimy oboje tak zwanych domowych pizz - na grubym cieście, z kiełbachą i wszystkim, co się znajdzie w lodówce. Staramy się raczej zbliżyć smakiem do pizzy z dobrej pizzerii :-)

Nasz placek jest dla mnie pyszny, ale niektórzy nazwaliby go biednym, bo nie bawię się w parmezany, świeżo przygotowane pasty z prawdziwych pomidorów, miliony dodatków... Cóż, nazwijmy więc tego placka pizzą na sposób studencki.

Wczoraj przygotowałam wersję już zupełnie okrojoną, bo o ile naszymi dodatkami są zwykle szynka, pieczarki, kukurydza, cebula, czasem papryka, o tyle teraz ograniczyłam się do szynki i kukurydzy. Placek był gotowy po godzinie od założenia fartuszka :-)

Krok po kroku pokażę więc, jak tę pizzę wczoraj robiłam, czego używałam, czym można to zastąpić. Aha! Zazwyczaj moje zdjęcia potraw - powiem nieskromnie - są ładne. Te jednak wyszły okropnie! Po pierwsze: światło, po drugie: spieszyłam się. Wybaczcie, bo moja pizza może nie wyglądać na tych zdjęciach tak apetycznie, jak powinna.

 

A zatem - od początku:


Przygotowałam zaczyn drożdżowy.

Wymieszałam około 1/3 szklanki ciepłej (nie gorącej!) wody (może być mleko) z 1,5 łyżeczki mąki, 1 łyżeczką cukru i 3 łyżeczkami świeżych drożdży. Odstawiłam, żeby zaczyn się spienił - trwało to około 10 minut.

 

W tym czasie starłam ser.

Wzięłam 1 niedużą kostkę (nie wiem, ile ważyła); wydawało mi się, że sera jest za mało, więc pokroiłam na paski jeszcze 5 plastrów sera.

 

Na zaczynie pojawiła się piana - przyszedł czas na wyrabianie ciasta.

Do dużej miski wsypałam 2, może 3 szklanki mąki. Zawsze używałam zwykłej mąki pszennej, wczoraj pierwszy raz wykorzystałam mąkę pszenną pełnoziarnistą (i był to bardzo dobry wybór!). Do mąki dodałam olej (oczywiście lepsza byłaby oliwa). Można dodać 1 lub 2 łyżki oleju/oliwy, jednak ja lubię pizzę na bardziej chrupkim cieście, zwiększyłam więc ilość oleju do jakichś 5 łyżek. Dodałam też łyżkę ziół prowansalskich (można użyć po prostu oregano lub bazylii, co kto lubi), szczyptę soli, a następnie wlałam spieniony zaczyn drożdżowy. Zaczęłam wyrabiać ciasto. Trzeba to robić mocno, energicznie, by ciasto stało się kształtną gładką kulą. Kulę tę zostawiłam w misce i przykryłam bawełnianą ściereczką, po czym odstawiłam w ciepłe miejsce na pół godziny.

 

Gdy ciasto rosło, zrobiłam sos.

Najczęściej smaruję ciasto po prostu koncentratem, tym razem bardziej się wysiliłam: wymieszałam mały słoiczek koncentratu pomidorowego ze szczyptą soli, pieprzu, łyżką oleju (wiadomo: oliwa byłaby lepsza :P), łyżeczką octu, łyżeczką ziół prowansalskich oraz około 3 łyżkami wody (dodałam ją po to, by uzyskać dobrą konsystencję; wcześniej sos był zbyt gęsty).

 

Ciasto wciąż rosło, gdy posmarowałam niedużą ilością oleju blachę. Zdążyłam się też trochę ponudzić, pokroić szynkę w paski i odlać wodę z kukurydzy. Po trzydziestu minutach oczekiwania, ciasto zwiększyło swą objętość o jakieś pięćdziesiąt procent i wyglądało tak:

 

Podzieliłam tę kulę ciacha na dwie części, bo robiłam dwie pizze (mam mały piekarnik, więc były to dwie małe pizze). Rozwałkowałam pierwszą połowę i ułożyłam na blasze.

 

Następnie posmarowałam placka przygotowanym wcześniej sosem. Staram się smarować cienką ilością sosu, bo inaczej jedząc pizzę czuję tylko kwaśny smak pomidorowy.

 

Potem ułożyłam dodatki i ser.

Sprawa, która dla mnie jest ważna, a na którą wiele osób nie zwraca uwagi, to kolejność, w jakiej kładziemy składniki na pizzy. Wydaje się, że można je po prostu ułożyć pod serem lub na serze... Ale ja mam swoje zasady! :D Kukurydzę układam pod serem, bo położona na wierzch spada z placka przy krojeniu i podczas jedzenia. Szynkę kładę na serze tylko wtedy, jeśli jest to szynka dość tłusta i chcę, żeby się trochę wysuszyła. Pieczarki - wcześniej podsmażone na maśle, na przykład razem z cebulą - układam na serze, bo lubię, jak są bardziej suche, niż tłuste. Tak wyglądała moja kukurydza i pokrojona w paski szynka:

 

A potem ser... Duuużo sera!

 

Taką pizzę można jeszcze posypać ziołami.

Placka piekłam około 12-13 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 220 stopni Celsjusza. A jak upiekłam, to rzuciliśmy się na niego z Mamą i moim Ukochanym, nawet zapomniałam o zrobieniu zdjęcia. Na szczęście robiłam jeszcze drugą pizzę i ją już sfotografowałam :-)

 

Podsumowując: Pizza nie jest daniem bardzo pracochłonnym, co najwyżej czasochłonnym, chociaż - jeśli się człowiek zepnie - to w godzinę można wyczarować pysznego placka. Tyle czasu zwykle czekamy przecież na pizzę zamówioną w pizzerii! W wersji dla leniwych pizzę smarujemy nie sosem, a po prostu koncentratem, kupujemy od razu starty ser lub kładziemy na pizzy ser w plastrach. Jedyne, co zostaje, to wyrobienie ciasta.

 

Jeszcze mała refleksja dotycząca mojego wczorajszego wypieku: mąka pełnoziarnista sprawdziła się świetnie. Pizza miała trochę inny smak, niż ze zwykłej pszennej mąki; była pyszna!

niedziela, 31 marca 2013

Kilka dni temu zrodził się w mojej głowie pomysł na uszycie piórnika. Powód banalny: w moich małych piórniczkach nie mieściły się cienkopisy. Nie wiedziałam, jaką formę dla piórnika wybrać, ale pozbierałam to, co w rodzinnym domu znalazłam i po prostu zaczęłam szyć.

Kiedyś uszyłam na prezent bliżej nieokreślonego stwora. Poza tym próbowałam wiele razy zrobić coś o charakterze bardziej użytkowym, ale nic z tego nie wychodziło. A wczoraj zrobiłam piórnik, który spełnia swoje zadanie, nie sprawia wrażenia, że zaraz materiał się rozejdzie i coś z niego wyleci. Jestem z siebie dumna! Szyłam rzecz jasna ręcznie, bo nie mam działającej maszyny.

 

 

Tutaj widać, że ma NAWET suwak:

Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że daleko mu do tworu doskonałego, a w dodatku kształtem i wielkością przypomina kosmetyczkę, ale... nieważne! Jest mój, uszyty i mieści to, co trzeba :-)

I dziś też mam ochotę coś uszyć!

 

PS. Ma nawet podszewkę!

sobota, 30 marca 2013

Biorę udział w Candy u Małej Ichi - do wygrania same niesamowitości!

 

 
1 , 2 , 3
Do 14 kwietnia:

Do 21 kwietnia:

Do 30 kwietnia: