Kategorie: Wszystkie | dom | kuchnia | rękodziełko | słowo
RSS

słowo

czwartek, 11 kwietnia 2013

No i stało się! W nowym miejscu jeszcze się urządzam, ale już do niego zapraszam:

www.szescdni.blogspot.com

 

W Candy, do których się zapisałam wciąż biorę udział z tym adresem, żeby nie robić zamieszania. Banerki dodam też na nowym blogu :-)

środa, 10 kwietnia 2013

Ja już nie wytrzymam dłużej na tym bloksie okropnym :( Próbuję wprowadzić zmiany w wyglądzie, jakoś zindywidualizować swój blog - pojawiają się schody. Naprawdę chciałam tu zagrzać miejsce, ale na swoim blogu chcę czuć się dobrze, chcę móc uczynić go przestrzenią własną, przyjemną, taką, jaka mi się podoba - a nie mogę! Dobrze, że to właściwie dopiero początki mojej przygody z wyzwaniem sześciodniowym - mogę jeszcze bez wprowadzania zamętu zmienić co nieco. I zmienię. Podejrzewam, że jutro pojawi się tu adres nowego bloga na innej platformie.

Nulko, Babolku - moje jedyne, acz przesympatyczne komentatorki - dzięki ogromne za odkrycie mojego małego świata i spokojna głowa, już jutro zabiorę Was do nowego! :-) Buziaki i do zobaczenia :-)

czwartek, 28 marca 2013

Przyznam, że ostatnio się rozleniwiłam. Trochę zaniedbałam siebie, swój rozwój i nie mogę tłumaczyć się pracą licencjacką, a wyłącznie lenistwem. Choć - muszę być szczera - praca powoli nabiera kształtów (przynajmniej w mojej głowie).

A czym się jeszcze zajmuję? Hm, szydełkowanie odstawiłam na jakiś czas. Nie mogę się zmotywować. Ale mam jedną pasję, której realizowanie wychodzi mi lepiej, niż szydełkowe kurczaki: gotowanie. Tak zwykle zaczyna się piątkowe popołudnie, czyli czas przygotowywania spaghetti:

Choć tydzień temu trochę innowacji wprowadziliśmy do naszej tradycji, mężczyzna mój przygotował bowiem przepyszne spaghetti z krewetkami. Nie pomyślałam nawet o zrobieniu zdjęcia!

Ostatnio więcej pracy wkładam w naukę, w przygotowywanie się do zajęć i czuję się z tym całkiem fajnie. Jak mawiam: załączyłam kujoństwo ;-) Oglądam też filmy, staram się je systematycznie oceniać na Filmwebie - po to tylko, by wiedzieć, co jeszcze może mi się spodobać.

A niebawem święta, dla mnie to szopka wielkanocna, coś na kształt tradycji rodzinnej. Dobrze, że jajka lubię. To po prostu okazja, by pojechać do Mamy (a okazja taka zdarza się mniej więcej raz w miesiącu).

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jeden z czterech egzaminów za mną. Tak się złożyło, że ułożyły się w tym roku od najłatwiejszego do najtrudniejszego i najbardziej stresującego, więc napięcie z czasem - zamiast opadać - rośnie.

Wełenkowo próżnuję, ale kupiłam sobie drugą już książkę o szydełkowaniu. W następnym wpisie się pochwalę. Tymczasem zostawiam tutaj cierpliwie czekające na mnie włóczki i szydełka, a sama wracam do edytorstwa tekstu.

czwartek, 17 stycznia 2013

Od pierwszego wpisu minęły ponad dwa tygodnie i mogłoby się wydawać, że to tylko słomiany zapał i postanowienie jak jedno z wielu - nic bardziej mylnego! Działam, żyję, nie boję się. Na swój sposób, czasami małymi, czasami większymi krokami poruszam się do przodu - wyłącznie do przodu!


Prawie codziennie poświęcam chwilę na szydełkowanie, znam już podstawy, kupiłam nowe szydełka, powoli uczę się szydełkować starannie proste rzeczy, potem przyjdzie czas na kwiatki i inne cuda.

Działam w kole zainteresowań na uczelni, rozwijam się; mam do napisania artykuł, stworzyłam dziś ankietę, która mi w tym pomoże.

Powoli nadrabiam zaległości na uczelni.

Załatwiłam wciąż odkładaną na jutro sprawę z lekarzem.

 

Jestem zmęczona jak zawsze, ale tym razem każdego wieczoru przeprowadzam w głowie bilans rzeczy zrobionych i wychodzi na plus. Niebawem trochę zdjęć. Na razie rozwijam się po cichu, sesja goni, milion spraw, a moje szydełkowe twory nie są jeszcze godne prezentacji.

 

Wiem jedno - to postanowienie było bardzo dobrym krokiem. Ale tylko pierwszym krokiem. Kolejne stawiam każdego dnia i jestem z siebie dumna.

wtorek, 01 stycznia 2013

Postanowienia noworoczne? Przereklamowana głupota - wiele razy tak sobie wmawiałam, a dlaczego? Ano dlatego, że nigdy postanowień nie mogłam dotrzymać. Nie będę obgryzać paznokci - obiecywałam, zapuszczę włosy - planowałam, przestanę się spóźniać - wierzyłam, a w efekcie spóźniona wchodziłam do fryzjera, by znów obciąć się na krótko. Tylko ręce chowałam w kieszeniach, bo wstyd z takimi obgryzionymi paznokciami...


No i przestałam wierzyć w magiczną moc noworocznych postanowień. Byłam przekonana, że każdy ma z nimi takie same doświadczenia, jak ja. Ale od jakiegoś czasu lenię się - lenię się niczym patentowany leń i zaczyna mi to przeszkadzać. Siedzę do późna przed komputerem, na którym wklikuję na zmianę trzy adresy - fejsbujk, mail, bramka sms. I nagle zaczynam zdawać sobie sprawę, że tracę czas na głupoty, że mogłam się pouczyć, wrócić do tworzenia biżuterii, albo znaleźć sobie jakąś nową - rozwijającą - pasję, czy po prostu rozpocząć naukę szydełkowania.

 

I wtedy przyszedł grudzień, czyli ostatni miesiąc roku, który zapowiada, jak zwykle, nowy początek. Nowy rok, nowy miesiąc, ludzkie plany na nowe, lepsze życie. I wtedy pojawiła się nadzieja, że uda mi się zrealizować jakieś postanowienie, które będzie jasno sprecyzowane, ale nie szalenie wymagające, za to mocno, ale to mocno motywujące do dalszej pracy nad sobą.

 

Przynajmniej przez 6 dni w tygodniu będę robiła coś konstruktywnego. Przez sześć wieczorów w tygodniu będę mogła pochwalić się, że coś zrobiłam, a nie tylko przesiedziałam pół dnia na uczelni, a drugie pół przed komputerem. A ten blog to taka motywacja, no i miejsce na relacje z wykonanych zadań codziennych. Nie obiecuję świeżej notki każdego dnia, ale raz na jakiś czas będę tu rozliczała się przed samą sobą :-)

 

Jeśli ktoś tu się pojawi, by czytać wpisy i oglądać moje małe dziełka, poproszę o trzymanie kciuków - nie za szczęście, ale za samozaparcie.

A zatem... przystępuję do pracy! Oto pierwszy dzień, pierwszy mały krok do wyrobienia w sobie systematyczności i pracowitości.

Do 14 kwietnia:

Do 21 kwietnia:

Do 30 kwietnia: