Kategorie: Wszystkie | dom | kuchnia | rękodziełko | słowo
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jeden z czterech egzaminów za mną. Tak się złożyło, że ułożyły się w tym roku od najłatwiejszego do najtrudniejszego i najbardziej stresującego, więc napięcie z czasem - zamiast opadać - rośnie.

Wełenkowo próżnuję, ale kupiłam sobie drugą już książkę o szydełkowaniu. W następnym wpisie się pochwalę. Tymczasem zostawiam tutaj cierpliwie czekające na mnie włóczki i szydełka, a sama wracam do edytorstwa tekstu.

czwartek, 24 stycznia 2013

Talentu do rękodzieła nigdy nie miałam, ale zawsze mnie do niego ciągnęło. Uczę się więc, próbuję coś tworzyć, a jeśli wytrwałość pozwoli mi na wykonanie czegoś w miarę estetycznie, to pękam z dumy.

 

Wyszydełkowałam więc bez żadnego wzoru krzywego, ale jakże uroczego kurczaka-paralityka

 

Zrobiłam żółty pompon, a z niego... kolejnego kurczaka

 

Wyciągnęłam resztki filcowych arkuszy, plastikowe oczy i zmontowałam ptaszka, który wisi dzielnie na drążku do zazdrostek. Ma już nowego przyjaciela w kolorze zielono-pomarańczowym - jeszcze nie sfotografowanego.

 

Tymczasem nie uczę się szydełkowania, nie szyję pokracznych kur i innych kwiatów, nie gotuję kolorowych, wymyślnych potraw, nie piekę pachnących ciast - choć bardzo bym chciała. Siedzę z nosem w książkach... Sesja.

czwartek, 17 stycznia 2013

Od pierwszego wpisu minęły ponad dwa tygodnie i mogłoby się wydawać, że to tylko słomiany zapał i postanowienie jak jedno z wielu - nic bardziej mylnego! Działam, żyję, nie boję się. Na swój sposób, czasami małymi, czasami większymi krokami poruszam się do przodu - wyłącznie do przodu!


Prawie codziennie poświęcam chwilę na szydełkowanie, znam już podstawy, kupiłam nowe szydełka, powoli uczę się szydełkować starannie proste rzeczy, potem przyjdzie czas na kwiatki i inne cuda.

Działam w kole zainteresowań na uczelni, rozwijam się; mam do napisania artykuł, stworzyłam dziś ankietę, która mi w tym pomoże.

Powoli nadrabiam zaległości na uczelni.

Załatwiłam wciąż odkładaną na jutro sprawę z lekarzem.

 

Jestem zmęczona jak zawsze, ale tym razem każdego wieczoru przeprowadzam w głowie bilans rzeczy zrobionych i wychodzi na plus. Niebawem trochę zdjęć. Na razie rozwijam się po cichu, sesja goni, milion spraw, a moje szydełkowe twory nie są jeszcze godne prezentacji.

 

Wiem jedno - to postanowienie było bardzo dobrym krokiem. Ale tylko pierwszym krokiem. Kolejne stawiam każdego dnia i jestem z siebie dumna.

wtorek, 01 stycznia 2013

Postanowienia noworoczne? Przereklamowana głupota - wiele razy tak sobie wmawiałam, a dlaczego? Ano dlatego, że nigdy postanowień nie mogłam dotrzymać. Nie będę obgryzać paznokci - obiecywałam, zapuszczę włosy - planowałam, przestanę się spóźniać - wierzyłam, a w efekcie spóźniona wchodziłam do fryzjera, by znów obciąć się na krótko. Tylko ręce chowałam w kieszeniach, bo wstyd z takimi obgryzionymi paznokciami...


No i przestałam wierzyć w magiczną moc noworocznych postanowień. Byłam przekonana, że każdy ma z nimi takie same doświadczenia, jak ja. Ale od jakiegoś czasu lenię się - lenię się niczym patentowany leń i zaczyna mi to przeszkadzać. Siedzę do późna przed komputerem, na którym wklikuję na zmianę trzy adresy - fejsbujk, mail, bramka sms. I nagle zaczynam zdawać sobie sprawę, że tracę czas na głupoty, że mogłam się pouczyć, wrócić do tworzenia biżuterii, albo znaleźć sobie jakąś nową - rozwijającą - pasję, czy po prostu rozpocząć naukę szydełkowania.

 

I wtedy przyszedł grudzień, czyli ostatni miesiąc roku, który zapowiada, jak zwykle, nowy początek. Nowy rok, nowy miesiąc, ludzkie plany na nowe, lepsze życie. I wtedy pojawiła się nadzieja, że uda mi się zrealizować jakieś postanowienie, które będzie jasno sprecyzowane, ale nie szalenie wymagające, za to mocno, ale to mocno motywujące do dalszej pracy nad sobą.

 

Przynajmniej przez 6 dni w tygodniu będę robiła coś konstruktywnego. Przez sześć wieczorów w tygodniu będę mogła pochwalić się, że coś zrobiłam, a nie tylko przesiedziałam pół dnia na uczelni, a drugie pół przed komputerem. A ten blog to taka motywacja, no i miejsce na relacje z wykonanych zadań codziennych. Nie obiecuję świeżej notki każdego dnia, ale raz na jakiś czas będę tu rozliczała się przed samą sobą :-)

 

Jeśli ktoś tu się pojawi, by czytać wpisy i oglądać moje małe dziełka, poproszę o trzymanie kciuków - nie za szczęście, ale za samozaparcie.

A zatem... przystępuję do pracy! Oto pierwszy dzień, pierwszy mały krok do wyrobienia w sobie systematyczności i pracowitości.

Do 14 kwietnia:

Do 21 kwietnia:

Do 30 kwietnia: